Empatia – narzędzie propagandy

Zwykle uważamy empatię za skarb, który należy pielęgnować. Nie zdajemy sobie sprawy, że manipulator za jej pomocą może wpływać na nasze uczucia, poglądy i zachowanie. Wystarczy pokazać kobietę zgwałconą przez imigranta, by ludzie znienawidzili imigrantów. 

Paul Bloom, profesor psychologii na Uniwersytecie Yale, wydał książkę o nieco prowokacyjnym tytule Przeciwko empatii (Against Empathy). Komentatorzy uznali go za potwora, zaczęli porównywać do Hitlera. Jednak wbrew nagonce, autor zwraca uwagę na wiele problemów i zagrożeń. Przy tym nigdzie nie uważa, że powinniśmy przestać rozumieć innych, być mili, uczynni i pomocni. O co więc chodzi?

Paul proponuje rozróżnienie dwóch pojęć, które zwykle rozumiemy jako synonimy. Empatia to dzielenie cudzych emocji. Gdy kolega wpada w panikę, zaczynamy panikować razem z nim. Z kolei współczucie to rozumienie sytuacji kolegi, chęć pomocy, zaangażowanie, ale bez dzielenia emocji. Takie podejście pozwala myśleć racjonalnie, szukać optymalnych rozwiązań, zamiast ponosić się emocjom. Przy tym rozumieniu „współczuję Ci”, bardziej znaczy „rozumiem Cię” niż „czuję takie same emocje”. Używanie wyrazu współczucie w tym kontekście może brzmi głupio, ale tak przyjęto w tłumaczeniu.

Empatia jest przydatna w bliskich relacjach. Czasami rozmówca chce, byśmy podzielili jego emocje. Dzięki empatii łatwiej utożsamić się z bohaterem książki. Jednak jako narzędzie rozwiązywania problemów i rozstrzygania sporów moralnych, jest bardzo stronnicza.

Paul opisuje badania, które wykazały, że większą empatię odczuwamy do ludzi podobnych – z tym samym kolorem skóry, poglądami. Mężczyźni kibicujący pewnej drużynie piłkarskiej odczuwali ogromną empatię w stosunku do cierpiących kibiców tej samej drużyny, a praktycznie żadnej w stosunku do kibiców drużyny rywali. W przypadku opinii o AIDS, ludzie zaczynali bagatelizować problem, gdy dodało się informację, że chorzy zarazili się poprzez kontakt seksualny, a nie transfuzję krwi.

Obecna fala ruchów populistyczno-narodowych w polityce korzysta z empatii właśnie. Donald Trump wielokrotnie przedstawiał amerykanów jako biednych poszkodowanych z powodu napływających imigrantów, którzy kradną, gwałcą i zabierają pracę. W ten sposób wykreował nienawiść jednych względem drugich. Prawicowe portale lubią opisywać przestępstwa dokonane przez imigrantów. Padają nazwiska, widać twarze. Nam emocje skaczą do góry, przestajemy myśleć rozsądnie, a wtedy stajemy się łatwiejsi w manipulowaniu.

Zresztą druga strona postępuje podobnie. Na opinię publiczną bardzo zadziałało zdjęcie ciała kilkuletniego syryjskiego chłopczyka, który zatonął podczas przeprawy na nielegalnej łodzi do Europy. Ludzie zaczęli przelewać pieniądze, żądać stanowczych działań polityków. Nie chodzi o to, że postąpili źle. Chodzi o to, że działali impulsywnie. Zamiast usiąść, pomyśleć, podyskutować. Może inna forma pomocy byłaby skuteczniejsza? A może są inne problemy, które nie wywołują takich emocji? W Afryce codziennie dzieci umierają z głodu. O tym się mniej mówi.

Poleganie na empatii zawodzi także w przypadku walki z globalnym ociepleniem. Tutaj musimy wykazać się wyobraźnią, przewidywać daleko idące konsekwencje. Działa to na ludzi znacznie mniej niż zwłoki dziecka, dlatego nie są tak zdeterminowani w rozwiązaniu problemu. A w dłuższej perspektywie przecież brutalnie to odczujemy.

Paul przyznaje, że jest bardzo empatyczny i w życiu wielokrotnie mu to przeszkadzało. Gdy syn panikował, bo przesadnie odkładał pracę domową na później, ojcu udzielał się ten nastrój, przez co trudniej było mu znaleźć rozwiązanie. Z perspektywy czasu mówi, że powinien usiąść i z synem przedyskutować, jak można rozwiązać problem. Kierując się współczuciem zamiast empatii.

Naukowcy są zgodni, że empatia pomaga zwierzętom przetrwać. Gdy członek stada uszkodzi nogę i potrzebuje pomocy, reszta nie ma czasu na chłodną analizę, bo za chwilę kolegę dopadnie drapieżnik. Dlatego odczuwając strach poszkodowanego, są skłonni natychmiast pomóc. Empatia często powstrzymuje też przed działaniami, które mogłyby zaszkodzić stadu.

Jednak w XXI wieku nie zawsze empatia nam służy. Gdy ratownik z ostrego dyżuru odczuwa emocje pacjentów, szybko się męczy, co obniża jego wydajność.

Tania Singer, psycholożka i kierowniczka wydziału neuronauk w Instytucie Maxa Plancka w Niemczech, przeprowadziła 2 eksperymenty. W treningu empatii badani mieli wczuć się w ból ofiary, „połączyć się” z nią. W treningu współczucia mieli pragnąć poprawy jej sytuacji, zrozumieć problem, ale bez wczuwania się.

Osoby, które poddano treningowi empatii, odebrały go jako nieprzyjemny, czuły się po nim wyczerpane psychicznie i fizycznie oraz miały potrzebę wycofania się. A ci, których poddano treningowi współczucia, odczuwali radość, przypływ energii i mówili, że pragną zbliżyć się do ludzi.

Empatia to skarb, który może nam zaszkodzić. Powoduje, że jesteśmy podatni na nastroje mediów i polityków. Paul nie sugeruje, że powinniśmy z niej zupełnie zrezygnować. Zwraca jednak uwagę, by nie zatracić po drodze rozsądku.

Polecam przeczytać wywiad, który stał się podstawą do napisania tekstu: Wypalenie zawodowe, manipulacje polityków, klęski rodzicielskie. Wiemy już, skąd się biorą

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “Empatia – narzędzie propagandy

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s