Konsumpcjonizm – zmora ludzkości

Ewolucja nauczyła nas, że jak najwięcej musimy zgarnąć dla siebie. W czasach nadwyżki dóbr takie podejście wykańcza nas i naszą planetę. 

Znane są przypadki, w których dzikim plemionom dawano nowoczesne narzędzia np. piły. W efekcie ludzie bez opamiętania niszczyli środowisko wokół. Bo skoro pojawiła się okazja, trzeba było zebrać jak najwięcej. Nasza fizjologia jest lepiej dostosowana do sytuacji niedoboru niż nadwyżki. Świetnie obrazuje to plaga otyłości w krajach zamożnych.

W warunkach pierwotnych, gdy żaden gatunek nie osiągnął takiej dominacji jak człowiek, zawzięta walka o zasoby była sposobem przetrwania. Instynkt kazał gromadzić zapasy, bo przez większość historii czegoś nam brakowało. Sytuacja uległa zmianie podczas rewolucji neolitycznej, czyli przejścia z łowieckiego trybu życia do gospodarki rolnej i osadnictwa. Wtedy pojawiła się nadwyżka dóbr, które można było odłożyć na później i zarobić.

Przemysław Staroń, psycholog i kulturoznawca z SWPS zwraca uwagę na zjawisko euforii supermarketu, czyli sztucznego wytwarzania potrzeby posiadania. Wskazuje to jako ważną przyczynę wysokiego poziomu irytacji wśród Polaków. W ten sposób marketing odwołuje się do naszych instynktów, pobudza rywalizację, ale też wywołuje uczucie bezradności i wyrzuty sumienia.

Dawniej żyliśmy w niewielkich społecznościach łowieckich. Pojawiała się w nich rywalizacja o pozycję w grupie, by zachować jakiś porządek. Ale nie było takich różnic jak obecnie, że jedna osoba może lekką ręką wydać milion dolarów, a druga musi przeżyć za dolara dziennie. Kiedyś porównywaliśmy się z sąsiadem zza płotu. Obecnie widzimy miliarderów z drugiego krańca globu.

Mechanizmy motywujące do walki świetnie obrazuje rodzeństwo. Gdy pojawia się młodszy członek rodziny, oznacza ograniczenie dostępu do zasobów o połowę, a często nawet więcej, bo potrzebuje więcej opieki. XIX-wieczne obserwacje Dawida Livingstone’a w Afryce pokazały, że w sytuacji dobrobytu panuje mniejsza rywalizacja wśród braci i sióstr.

Niestety nasze podejście owocuje rabunkową degradacją środowiska. Troska o wspólne dobro, jakim jest Ziemia, zostaje przykryta chęcią zysku pojedynczych przedsiębiorców. Gdy prezydent Duda niedawno podpisał ustawę pozwalającą na wycinkę drzew z prywatnego terenu, w całej Polsce było słychać piły. Apele ekologów nie mogły powstrzymać katastrofy. Argumenty, że duże drzewa są niczym 8 klimatyzatorów w lato, były niczym, przy możliwości zarobku i przygotowania terenu pod dochodową inwestycję.

Prof. Bogusław Pawłowski w bardzo ciekawym wywiadzie, który stał się podstawą tekstu, zwraca uwagę, że jako ludzkość musimy zrezygnować z dogmatu wzrostu. W 1930 roku było nas na Ziemi 2 mld. Obecnie to ponad 7 mld. Od lat 60. ub. wieku średnio co 12-14 lat ludzkość puchnie o kolejny miliard. Jeśli nadal będziemy stawiać na ciągły wzrost produkcji, nasza planeta tego nie wytrzyma. Już teraz szacuje się, że każdego roku przejadamy o połowę więcej zasobów, niż Ziemia jest w stanie odbudować.

Czy będziemy w stanie spłacić ten kredyt?

Reklamy

2 uwagi do wpisu “Konsumpcjonizm – zmora ludzkości

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s