Naukowy przepis na szczęście #1: Potęga adaptacji

Dwóch dozorców zatrudnionych w NASA poproszono o opisanie swojej pracy. Pierwszy powiedział, że jego praca polega na sprzątaniu budynku i utrzymywaniu go w dobrym stanie. Drugi odparł, że pomaga wysłać astronautę na Księżyc. Nietrudno zgadnąć, który czerpał z pracy większą satysfakcję. Psychologia społeczna radzi, jak poprawić swoje szczęście.

Pamiętam zamykane fabryki i małe firmy, które zwalniały pracowników. Dziś przy głównej ulicy straszą puste sklepy, a większość żyje na granicy ubóstwa. Polujemy, żeby mieć co do garnka włożyć. Moi sąsiedzi są bardzo daleko od szczytu, a nawet środka, społecznej drabiny. Nie mamy nic do zyskania, wspierając system, który trzyma nas na dnie. Najlepsze, co mogą zrobić ludzie, których głos nie ma znaczenia, to znaleźć taran, który ten system zniszczy”.

Takiej odpowiedzi udzielił Peter, mieszkaniec trzytysięcznego miasteczka w Oklahomie, tłumacząc, dlaczego on i 70% sąsiadów zagłosowało na Donalda Trumpa. Statystyki jednak nie potwierdzają jego opowieści. W rzeczonym miasteczku bezrobocie i ubóstwo jest mniejsze od średniej krajowej.

Fala niezadowolenia, jaka przetoczyła się przez nowoczesny świat i dopuściła do rządów populistów, każe się zastanowić, skąd to niezadowolenie przychodzi. Zanim jednak przyjrzymy się, czy rzeczywiście warto zmieniać obecny system, zacznijmy od tego, co – zgodnie w wynikami empirycznych badań – to szczęście przynosi.

Szczęście na wózku

Wieczorem 14 października 1993 Mark Zupan z kolegami z drużyny piłkarskiej poszedł się napić do baru. Po kilku drinkach postawionych przez kibiców oświadczył, że czuje się nawalony i około północy wyszedł w poszukiwaniu miejsca, gdzie może odpocząć. Postanowił się przespać w naczepie pickupa należącej do przyjaciela, Chrisa Igoego. Ten o drugiej rano wyszedł z baru i również nie czuł się najlepiej, ale przekonywał siebie, że zdoła bezpiecznie dojechać. Nie zdołał. W dodatku nie zauważył pasażera.

Z nadmierną prędkością zjechał z drogi i uderzył w płot. Zupan wystrzelił z naczepy jak z procy i wpadł do kanału odwadniającego. Leżał w słonawej wodzie, nie czując nóg i nie mogąc się poruszyć. Gdy policja aresztowała Igoego, a laweta wywiozła samochód, Zupan został w rowie, kurczowo trzymając się gałęzi, by głowa znajdowała się powyżej wody. Gdy następnego dnia został odnaleziony i przewieziony do szpitala, diagnoza była wstrząsająca: na skutek poważnego uszkodzenia rdzenia kręgowego Zupan do końca życia będzie sparaliżowany od pasa w dół.

Można przypuszczać, że po takim zdarzeniu nikt już nie odzyskałby poziomu szczęścia sprzed wypadku. Tymczasem Zupan został światowej klasy rugbystą na wózku inwalidzkim, a o wypadku mówił tak:

Tak naprawdę ten wypadek to była najlepsza rzecz, jaka mogła mnie spotkać. To nie są tylko puste słowa. Nie mówię tego po to, by zracjonalizować swoje błędy albo podać ci czarkę mdłego balsamu dla duszy. Chcę przez to powiedzieć, że był to najważniejszy, przełomowy moment mojego życia. Bez niego nie zobaczyłbym tego, co zobaczyłem, nie zrobiłbym tego, co zrobiłem, i nie spotkałbym tak wielu niesamowitych ludzi. Nie poznałbym swoich przyjaciół i rodziny tak dobrze, jak ich poznałem, i nie poczułbym wielkiej miłości, jaką mnie darzą i jaką ja czuję do nich

I nie myśl sobie, że Zupan jest wyjątkowym optymistą, a Ty tak nie potrafisz. To jest właśnie potęga adaptacji. W badaniach poziomu szczęścia 86% osób sparaliżowanych na skutek uszkodzenia rdzenia kręgowego oceniło jakość swojego życia jako „przeciętną” lub „ponadprzeciętną”. Jedna czwarta badanych powiedziała, że ich życie jest „prawie idealne”.

Wszyscy od czasu do czasu doświadczamy nieszczęść i ponosimy straty. Jednak zazwyczaj po pewnym czasie dochodzimy do siebie i się „oswajamy” z nową sytuacją. Wiele osób powtarza, że woli umrzeć, niż być sparaliżowana do końca życia. Gdy patrzą na poszkodowanych, skupiają się na utracie możliwości poruszania, długim wstawaniu z łóżka. Zapominają jednak o reszcie.

Osobę sparaliżowaną będzie tak samo cieszyć ciekawy film, pyszne danie, sukcesy swoich dzieci albo dobry tekst na Postprawda Stop. Owszem. Znaczna część z nich przez kilka miesięcy po wypadku cierpi na depresję, a niepełnosprawność bywa powodem frustracji. Ale gdy oglądają programy wyborcze w telewizji, koncentrują na tym swoją uwagę i to staje się dominującym elementem ich krajobrazu emocjonalnego. Wobec nielubianej partii politycznej rzucają obelgami tak chętnie, jak reszta. Nie myślą nieustannie tylko o swojej niepełnosprawności.

Adaptacja ma znaczenie zarówno przy nieszczęściach, jak i pozytywnych emocjach. Wiele singli wzdycha, że jak tylko znajdzie drugą połówkę, ich życie stanie się lepsze. Przy wchodzeniu w związek rzeczywiście nie trudno o euforię, ale z czasem to przygasa. Dlatego nie warto wpadać w przekonanie, że szczęście zostanie, gdy osiągniesz pewien poziom relacji międzyludzkich albo zarobisz duże pieniądze. To nie dostarczy Ci paliwa szczęśliwości do końca życia. Z czasem stanie się „normalne”.

Lepiej „być” niż „mieć”

Wyobraź sobie, że możesz albo kupić nowego laptopa (obecny przymula), albo udać się na wakacje, o których myślisz od dłuższego czasu. Wiele osób przy takim dylemacie uważa, że laptop posłuży długo, a wyjazd będzie tylko jeden, dlatego lepiej zainwestować w sprzęt.

Załóżmy, że kupujesz tego laptopa. Na początku cieszysz się, że chodzi szybciej. Kolejnego dnia też. Ale po tygodniu po prostu go odpalasz, myśląc o innych rzeczach. W dodatku dowiadujesz się, że znajomy w podobnej cenie kupił sprzęt lepszy od Twojego. Nie trudno w takiej sytuacji wpaść w irytację. No i tyle było ze szczęścia…

A teraz załóżmy, że wybierasz wakacje. W trakcie wyjazdu fajnie się bawisz, spędzasz miło czas z ludźmi albo wyciszasz się podczas samotnej wędrówki. Potem dowiadujesz się, że znajomy w podobnej cenie pojechał na wycieczkę w lepszym hotelu. Też poczujesz irytację jak przy sytuacji z laptopem? Z badań wynika, że nie. A przynajmniej nie tak dużą. Wycieczka to nie tylko luksusowe wnętrze, ale także bogaty zasób doświadczeń. Nawet jeśli wyjazd nie należał do udanych, z czasem w opowieściach zmienia się z „biwaku z piekła rodem” w „przezabawny biwak z piekła rodem”.

W dodatku powrót z drogiego sprzętu do taniego powoduje ogromny dyskomfort. Trudno przesiąść się z nowoczesnego samochodu do starego złomu. Jednak po kolacji w luksusowej restauracji nadal może nam smakować tani burger w przydrożnej knajpie. Zadbała o to ewolucja, która ukształtowała w nas upodobanie do potraw słonych, tłustych i słodkich, będących podstawą menu oferowanego w barach szybkiej obsługi.

Próbując zapewnić sobie szczęście poprzez dobra materialne, łatwo wpaść w „hedonistyczny kołowrotek” – musisz gromadzić coraz więcej dóbr, by utrzymać stały poziom odczuwanej przyjemności. U części ludzi tak zaczyna się zakupoholizm. To tłumaczy, dlaczego w społeczeństwach, w których wzrósł poziom zamożności i standard życia, nie wzrósł analogicznie poziom szczęścia.

Dlatego gdy staniesz przed podobnym dylematem, nauka sugeruje, że prawdopodobnie lepszym wyjściem będą doświadczenia zamiast dóbr materialnych. Jak je rozplanować, by poprawiły poziom szczęścia? O tym w następnej części.

Reklamy

4 uwagi do wpisu “Naukowy przepis na szczęście #1: Potęga adaptacji

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s