Naukowy przepis na szczęście #4: Zmniejszenie nierówności

W Stanach Zjednoczonych jest wyraźna polaryzacja między liberałami, opowiadającymi się za państwem opiekuńczym a konserwatystami, uważającymi państwo opiekuńcze za nienagradzające należycie wysiłku. Kiedy jednak Michael Norton i Dan zapytali, jaka część majątku powinna należeć do 20% najbogatszych, najbiedniejszych i pośrednich obywateli, okazało się, że badani podali rozkład najbardziej zbliżony do szwedzkiego. Niezależnie od sympatii politycznych.

Gdyby zapytać konserwatystów wprost, czy majątek powinien być rozłożony podobnie jak w Szwecji, pewnie by zaprzeczyli, kojarząc opiekuńcze podejście tego państwa. Gdy jednak nie odnoszono się do żadnego konkretnego kraju, konserwatywni opowiadali się za idealną dystrybucją bogactwa bardzo podobną do szwedzkiej.

Nierówności obniżają ogólny poziom szczęścia społeczeństwa (także bogatych!)

Co warte podkreślenia, jeśli pytanym zależy na szczęściu społeczeństwa, mają rację. Ogrom badań wykazał wyraźnie, że wysokie nierówności dochodów rodzą mnogość niekorzystnych zjawisk psychologicznych. Widzimy to wyraźnie we współczesnej polityce, gdy do władzy doszło dużo populistów „antysystemowych”.

Ludzi bogatych cieszy stabilizacja finansowa i fakt, że powodzi im się znacznie lepiej niż sąsiadom. Gdy jednak widzą otaczającą biedę, porównywanie może powodować u nich poczucie winy. Będą je próbowali zagłuszać za pomocą racjonalizacji, czyli argumentami przekonać siebie, że nie są temu winni (np. biedni są głupi, leniwi i zasługują na swój los). Jednak w głębi serca wiedzą, że swój majątek zawdzięczają różnym czynnikom zewnętrznym i nie była to wyłącznie praca własna. Z tego powodu wyrzuty sumienia pojawiają się regularnie. Dlatego m.in. tak wielu z nich angażuje się w działalność charytatywną.

Jeszcze gorzej sytuacja wygląda z drugiej strony barykady. Biedni czują nieustanne przygnębienie i stres, a dodatkowo są przez środowisko obwiniani z powodu podstawowego błędu atrybucji. Tymczasem według badań są niewolnikami swojej sytuacji i to ona determinuje ich zachowania. Siła woli – wbrew sloganom – nie jest zasobem nieograniczonym. Ciągła walka o podstawowe dobra, skrajna niepewność jutra i konieczność kombinowania sprawiają, że zasoby poznawcze człowieka są wyczerpywane, przez co nie wystarcza ich na podejmowanie długofalowych decyzji. Dlatego łatwo nabierają się na nieprzemyślane zakupy albo pożyczki na wysoki procent.

Przypomnij sobie to uczucie, gdy wracasz do domu koszmarnie wyczerpany i nie masz siły o niczym myśleć. Osoby ubogie czują się tak niemal cały czas. Trudno w takim stanie być błyskotliwym, empatycznym i „awansować” w drabinie społecznej. Jedynym lekarstwem, pozwalającym chociaż na chwilę się zrelaksować, okazują się używki, które prowadzą do uzależnienia i dodatkowego pogorszenia swojej sytuacji. Tacy ludzie są też podatni na wszelkie ideologie, które pobudzają nienawiść do innych. Nie jesteś biedny z Twojej winy (to zwykle prawda). Winni są żydzi/muzułmanie/homoseksualiści (to już nieprawda).

Zabójczy wyścig

Analiza ekonomisty Roberta Franka i politologa Adama Levine, badająca różne wskaźniki w stu najgęściej zaludnionych hrabstwach amerykańskich pod kątem poziomu nierówności, wykazała, że gdy nierówności są większe, większa jest także liczba rozwodów, wniosków o upadłość oraz cierpienie z powodu dłuższego czasu dojazdu do pracy. To ostatnie być może Cię dziwi, ale przy wysokich nierównościach wzrasta presja na posiadanie wspaniałego domu. Aby wybudować posiadłość z rozmachem, ludzie przenoszą się na przedmieścia, gdzie są tańsze grunty i usługi. To wydłuża czas dojazdu do pracy, który obniża poziom szczęścia.

Według autorów analizy duże nierówności wywierają szkodliwy wpływ na to, czego ludzie – wedle swoich wyobrażeń – potrzebują do szczęścia. Wydaje im się, że nowego domu na przedmieściach. Ale tak będzie do czasu, gdy bogaty krewny nie wybuduje sobie jeszcze lepszego. Aby wygrywać takie „wyścigi”, ludzie pracują po nocach, przez co ograniczają czas spędzony z rodziną (przyczyna częstszych rozwodów). Zdesperowani podejmują także ryzykowne decyzje finansowe (przyczyna bankructw).

Wyścig trwa i pociąga za sobą śmiertelne ofiary. Gdy zestawi się ze sobą wskaźnik zabójstw z poziomem nierówności dochodów, porównując wszystkie pięćdziesiąt amerykańskich stanów, zależność jest uderzająca. Wysokie nierówności idą w parze z zwiększoną liczbą zabójstw. Dlatego w Kalifornii i Luizjanie jest ich więcej niż w Wisconsin czy Utah. Co należy podkreślić – mówimy o nierówności dochodów. Nie ogólnej zamożności. Mediana zarobków nie wpływa na zabójstwa. Życie w stanie stosunkowo ubogim lub zamożnym wydaje się nieistotne. Życie w stanie, w którym bogaczy i biedaków dzieli głęboka przepaść, ma ogromne znaczenie. Podobna zależność zachodzi w Kanadzie.

Jeśli zależy więc nam na szczęśliwym i mniej agresywnym społeczeństwie, powinniśmy unikać rozwiązań pogłębiających nierówności społeczne i jednocześnie wspierać inicjatywy, które je zmniejszą. Nie jestem ekspertem od ekonomii, więc opracowanie optymalnych rozwiązań pozostawiam mądrzejszym. Ale warto przyjrzeć się Szwecji, skoro jej rozkład majątku pasuje zarówno amerykańskim liberałom i konserwatystom. Wydaje się, że niewidzialna ręka rynku nie zrobi tego za nas.

Podczas pisania cyklu o szczęściu, korzystałem głównie z książki „Najmądrzejszy w pokoju”, którą bardzo polecam. 

Zobacz też:

3 uwagi do wpisu “Naukowy przepis na szczęście #4: Zmniejszenie nierówności

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s