„Musisz mieć świetne oceny”, czyli dlaczego boimy się porażek

Lęk przed porażką powstrzymuje nas od działania, obniża samoocenę, utrudnia przyznanie się do błędu. To wszystko wplątuje w pajęczynę błędów poznawczych rozpaczliwie chcących ratować nasze samopoczucie, jednak prowadzących do ignorowania problemów i zaprzeczania faktom. Skąd ten lęk się bierze? Niestety, duży wpływ ma kultura sukcesu i wysokie wymagania rodziców.

W temacie lęku przed porażką i zaprzeczaniu faktom bardzo trafna jest anegdota o Henrym Fordzie. Podobno pod koniec jego życia rodzina preparowała specjalne gazety, zawierające tylko pozytywne informacje, by nie dostarczać mu zmartwień. Chociaż autentyczność tej historii bywa podważana, obrazowo pokazuje, jak staramy się funkcjonować na co dzień. Ignorowanie problemów na krótką metę ma niewątpliwą korzyść w postaci obniżenia negatywnych emocji. Ale długofalowe konsekwencje są straszne.

Wymowny jest przykład niedawnego skandalu w Hollywood. Harvey Weinstein, producent wielu kasowych hitów, został przez kobiety oskarżony o molestowanie na przestrzeni lat. Sprawa wyszła na jaw dopiero teraz, ponieważ wcześniej była wszelkimi sposobami wyciszana. Kościół Katolicki przez dziesięciolecia miał problem z przyznaniem się do problemu seksualnego wykorzystywania dzieci przez księży. Chociaż zamiatanie pod dywan mogło wydawać się korzystne, w trosce o reputację, płynność działania i własne samopoczucie, po latach jest ogromnym obciążeniem wizerunkowym, bo opinia publiczna zarzuca bierność i złą wolę.

Wyparcie jest mechanizmem obronnym, który można porównać do zatopienia statku z toksycznymi substancjami. Niby opadając na dno, znika nam z oczu, ale nadal uwalnia szkodliwe substancje, przez co zatruwa wodę. U osób z tendencją do wypierania zaobserwowano, że częściej odwracają wzrok podczas drastycznych scen w filmach, a jeśli tego nie robią, później mają większe trudności z przypomnieniem ich sobie.

To niejedyny problem. Trwały lęk przed porażką sprzyja wykształceniu motywacji unikającej, w której najważniejsze nie jest zmierzanie do ustalonego celu, tylko uniknięcie niepowodzenia i związanych z nim przykrości – rozczarowania, smutku, wstydu. W ten sposób łatwo wpaść w stan zamrożenia, w którym jesteśmy zupełnie bierni i nie podejmujemy żadnych działań. Nauczyciele często narzekają, że młodzież się nie angażuje. Jednak przyczyną nie musi być lenistwo, a prędzej właśnie motywacja unikająca.

Ale mam też dobrą wiadomość. Podejście do porażek można zmienić, a tym samym rozwiązać problem i towarzyszące mu trudności.

Lęku przed porażką często uczą rodzice

Źródeł obaw przed niepowodzeniem poszukiwali Sam S. Sagar i Dawid Lavallee. W tym celu przeprowadzili bardzo głębokie wywiady badawcze z dorastającymi sportowcami w wieku 13-14 lat. Wybrali tych, u których zdiagnozowano silny lęk przed porażką. Z wynikami powinien zapoznać się każdy – szczególnie rodzic.

Badacze wyróżnili trzy główne praktyki rodzicielskie, które wzmacniają lęk przed porażką.

Pierwszą są wysokie oczekiwania. Rodzice zainfekowaniu kulturą sukcesu, chcą swoim dzieciom zapewnić jak najlepszą przyszłość. Niestety, receptę widzą w stawianiu poprzeczki bardzo wysoko. „Bądź numerem 1”, „Wygraj zawody”, „Unikaj błędów”, „Zawsze dawaj z siebie wszystko”, „Osiągnij sukces”. Dają tym do zrozumienia, że ważniejszy dla nich jest rezultat, zamiast procesu doskonalenia umiejętności. Wywołują tym ogromne napięcie. Dzieci postrzegają wynik w kategoriach „być albo nie być”. Jeżeli dla kogoś ważniejszy jest rozwój umiejętności, wyniki są niejako przy okazji, a niepowodzenie nie wywołuje tak dużego zamętu w samoocenie. Wątpliwe, by Karol Wojtyła wybrał kapłaństwo, bo chciał zostać człowiekiem roku tygodnika Time. To wyróżnienie było efektem ubocznym jego działalności.

Drugą praktyka rodzicielską wzmacniającą lęk przed porażką są zachowania kontrolujące. Rodzice sportowców nie pozostawiali dzieci bez nadzoru w drodze do celu. Towarzyszyli im w każdym działaniu, uczestniczyli w treningach, codziennie dyskutowali o optymalnej taktyce gry. Oczywiście byli także na zawodach, po których potrafili od razu prowadzić analizy. Takie podejście w pierwszej chwili może wydawać się „troskliwe” i pozytywne, ale w praktyce jest wybitnie lękotwórcze. Uczy dzieci, że są pod nieustannym nadzorem, muszą cały czas być perfekcyjne. Takie przeświadczenie wzmacnia lęk przed porażką i oceną środowiska. Osoby wychowywane w ten sposób często wymagają pomocy psychologa, który nauczy ich decentracji, czyli wyeliminuje przekonanie, że są wiecznie w centrum uwagi. Otoczenie naprawdę ma ważniejsze sprawy na głowie, niż pilne analizowanie, czy ktoś inny zrobił swoje zadanie dobrze.

Trzecią praktyką, często będącą wynikiem drugiej, są zachowania karcące. Wśród badanych przyjmowały różną formę – od negatywnych opinii do rzeczywistych kar. Rodzice nieustannie piętnowali błędy na treningach i zawodach, krytykowali – w ich mniemaniu – niewystarczające starania. Wysyłali komunikaty takie jak „to było okropne”, „to były najgorsze zawody”. Nie hamowali się nawet przy rówieśnikach swoich dzieci, a wielu pewnie pamięta, jak okropny wstyd wywołują takie sytuacje. Kary przyjmowały najczęściej dwie formy: ograniczenie przywilejów oraz wycofywanie miłości. Ograniczenia to np. zakaz oglądania telewizji, spotkań z rówieśnikami, jedzenia kolacji poza domem. Najbardziej dotkliwe było jednak wycofywanie miłości, które jest jedną z najokrutniejszych kar, jaką może zadać rodzic. Osoby, które zapewniają dziecku ochronę, nagle się od niego odwracają. Wycofywanie przyjmowało izolację fizyczną i psychiczną. Nie rozmawiali z nim, kazali mu siedzieć w swoim pokoju i jeść osobno. Milczące napięcie po porażce potrafili utrzymywać przez wiele dni. Pojawiały się także groźby. Zakończenie zawodów, wypisanie ze szkoły sportowej, zaprzestanie finansowania treningów.

Chociaż powyższe badanie dotyczy młodych sportowców, wnioski są na tyle uniwersalne, że mogliby się pod nimi podpisać młodzi muzycy, malarze i naukowcy. Smutne, że dla wielu dzieci takie warunki są codziennością. Lęk jest „zaraźliwy”. Rodzice, którzy nieustannie kontrolują zachowanie dziecka, emanują obawami i przekazują je swoim dzieciom. Udowodniły to badania prowadzone na młodzieży akademickiej. Studenci z tendencją do przeżywania obaw przed porażką i wstydem mają rodziców o podobnych skłonnościach.

Wychowanie w ten sposób ma jeszcze jedną wadę. Nawet jeśli dziecko w dorosłym życiu „osiągnie sukces”, nie będzie się z tego cieszyć. Wewnętrzny krytyk ukształtowany postawą rodziców będzie sprawiać, że zamiast euforii zwycięstwa pojawi się uczucie ulgi z powodu uniknięcia niepowodzenia. Życie więc będzie przepełnione okresami silnego wstydu i chwilowego rozluźnienia.

Zupełnie inaczej sytuacja wygląda, gdy rodzic w wychowaniu koncentruje się na doskonaleniu, zamiast na wynikach. Powtarza, że „uczysz się dla siebie, nie dla ocen”, pozwala rozbudzać naturalną ciekawość, kocha bezwarunkowo. Sprzyja to wykształceniu motywacji dążenia do celu, która niepowodzenia traktuje jako naturalny element działania. Przy wpadce człowiek nie zniechęca się, tylko analizuje błędy i podchodzi do problemu w inny sposób. Porażka nie obniża samooceny, więc siłą rzeczy jest mniej przerażająca. Nie wymusza też takiej presji udowadniania światu swojej wartości.

Co z tym zrobić?

Jeśli negatywny opis pasuje do Twoich rodziców i otoczenia, zapewne było/jest Ci bardzo ciężko. Ale jak wcześniej wspomniałem, swoją postawę można zmienić. Być może zajmie Ci to trochę czasu, a nawet będzie potrzebna pomoc psychologa. Jednak nie poddawaj się w myśl zasady „moje dzieciństwo mnie przekreśla”, bo to po prostu nieprawda.

Pamiętaj, że porażki nie wolno uogólniać. W wyniku nadmiernej generalizacji uczucia związane z porażką są przenoszone na inne obszary życia. Na przykład osoba, której nie wyszedł ostatni projekt zawodowy, może dojść do szerokich wniosków, że „jest beznadziejnym pracownikiem”, „ma niską inteligencję” i „jej nieporadność odpycha innych ludzi”, a wspominając przeszłe niepowodzenia, dorzucić jeszcze „nic mi w życiu nie wychodzi”. Ważne jest, by na własną ocenę składały się niezależne od siebie elementy. Jeśli coś nam nie wychodzi, możemy zwątpić w swoje kompetencje w danej dziedzinie, ale nie może to przekreślać reszty naszych uzdolnień. Taką samooceną trudniej zachwiać. Zróżnicowanie pozwala zaklasyfikować porażkę do ściśle wyznaczonego obszaru.

Istotne jest również aktywne zmierzanie do celu. Wiele osób wpada w permanentny stan zawieszenia z jasno wyznaczonym celem, którego jednak nie realizuje. Ja na przykład kilka lat odkładałem rozpoczęcie kursu na prawo jazdy, obawiając się porażki na egzaminie albo spowodowania wypadku. Jednak badania dowodzą, że samo zmierzanie do celu jest ważne dla naszej samooceny. Jeśli zaczniesz aktywnie przeć do celu, zyska na tym Twoje zdrowie psychiczne. Sukces w postaci odebranego prawa jazdy niewątpliwie mnie cieszy, ale więcej satysfakcji przynosiło mi opanowanie kolejnych umiejętności prowadzenia auta.

Zwlekanie ma poważne konsekwencje zdrowotne. Gdy musimy coś zrobić, zaczyna się stresogenny schemat postępowania. Najpierw pojawia się zamiar zrobienia czegoś, ale odkładany na później. Pojawiają się w głowie zagrożenia związane ze zwlekaniem, poszukiwanie dla siebie usprawiedliwienia, aż w końcu „rzutem na taśmę” wykonywanie zadania pod ogromną presją czasu i ewentualnego tłumaczenia się, jeśli nie zdążymy. Z badań, które przeprowadzono w Stanach Zjednoczonych, wynika, że aż 94% badanych zgłasza negatywny wpływ zwlekania na poczucie szczęścia i jakość życia. Ponad 80% chronicznych zwlekaczy czuje się źle nawet po wykonaniu zadania! Przełamanie nawyku odkładania „na jutro” jest ważne, aby docenić zmierzanie do celu, a nie wyłącznie sam cel. Jest też potrzebne, by satysfakcja z wykonanej roboty przewyższyła strach przed porażką.

Wymowne jest badanie przeprowadzone przez Joseph R. Ferrari i Dianne M. Tice. Uczestników poinformowano, że będą wykonywać zadanie z matematyki. Połowie powiedziano, że jest to forma rozrywki, pozostałym zaś, że jest to test zdolności poznawczych, czyli sprawdzenie ich poziomu kompetencji. Przed zadaniem wszystkim badanym dano kwadrans, w trakcie którego mogli się przygotować, wykonując podobne zadania. Badacze do tego zachęcali, ale jeśli ktoś nie miał ochoty, mógł w tym czasie zagrać w grę wideo lub układać puzzle. Gdy badani byli przeświadczeni, że rozwiązują zadania dla rozrywki, wszyscy poświęcili podobną część czasu na ćwiczenia i zabawę. Jednak gdy sugerowano test zdolności poznawczych, te osoby, które opisywały siebie jako zwlekacze, przeznaczyły istotnie więcej czasu na gry i układanie puzzli niż pozostałe, a nie na doskonalenie kompetencji. Eksperyment zagrażał samoocenie badanych, dlatego utrudnili sobie zadanie, trwoniąc czas na zabawę.

Aby ułatwić sobie drogę do celu, podziel zadania na mniejsze kawałki. Jeśli masz za miesiąc egzamin z obszernego zakresu, podziel materiał na mniejsze partie i za cel postaw sobie przerobienie jednej partii dziennie. To znacznie łatwiejsze niż ogólnikowe „nauczyć się na egzamin”. Jeśli nie wiesz, jaką drogą osiągnąć cel, zastosuj eksperyment myślowy, w którym cel już osiągnąłeś i musisz opisać, jak to Ci się udało. Intuicyjnie metodę znają pisarze i scenarzyści, którzy zaczynają tworzyć fabułę od końca. Dopiero potem ustalają, jak historia i postacie mają dotrzeć do danego miejsca.

Carol Dweck, psycholożka z Uniwersytetu Stanforda swoją karierę naukową w dużej mierze poświęciła poszukiwaniu odpowiedzi na pytanie, dlaczego niektórzy uczniowie dostają lepsze stopnie i z roku na rok czynią większe postępy niż inni, którzy wypadają równie dobrze w testach IQ lub w testach zdolności. W wyniku wielu eksperymentów własnych i cudzych sformułowała pojęcia nastawienia na trwałość i nastawienia na rozwój (nazywane też „teorią stałości” i „teorią wzrostu”). Uczniowie z pierwszej grupy uważają zdolności za coś stałego, dlatego jeśli stwierdzą, że brakuje im kompetencji, wolą zrezygnować z wykonywania zadania. Druga grupa widzi umiejętności jako coś dynamicznego, dlatego trudności nie zniechęcają ich tak bardzo. Zamiast „tego nie umiem” myślą sobie „jeszcze tego nie umiem”.

Nastawienie można łatwo zmienić, co udowodnił optymistyczny eksperyment w Stanach Zjednoczonych przeprowadzony w szkole z „trudną młodzieżą”. Uczniów poddano ośmiotygodniowemu programowi, podczas którego eksperci tłumaczyli proces uczenia się oraz wybrane informacje dotyczące fizjologii mózgu. Uczniowie oglądali też sugestywne filmy pokazujące tworzenie nowych neuronów w mózgu podczas uczenia. Grupa kontrolna w tym czasie uczestniczyła w zwykłych zajęciach szkolnych. Wyniki potwierdziły oczekiwania badaczy. Stopnie uczniów w grupie kursowej zaczęły mieć wyraźną tendencję wzrostową. W grupie kontrolnej nie było takiej poprawy.

W Internecie i księgarniach można znaleźć wiele pomysłów na przełamanie zwlekania oraz lęku przed porażką. Nie sposób opisać wszystkich na blogu, więc jeśli powyższe Ci nie odpowiadają, to nie jest koniec możliwości. Niektórym bardzo pomaga chociażby Technika Pomodoro.

Literatura:

  • Franken, R.E. (2005). Psychologia motywacji
  • Fortuna, P. (2015). Pozytywna psychologia porażki. Jak z cytryn zrobić lemoniadę
  • Gilovich T, Ross L. (2017). Najmądrzejszy w pokoju. Jakie korzyści możemy czerpać z najważniejszych odkryć psychologii społecznej

Reklamy

Jedna uwaga do wpisu “„Musisz mieć świetne oceny”, czyli dlaczego boimy się porażek

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s